Mój koszyk

Twój koszyk jest pusty

Przejdź do sklepu

SUPERSONIC Tribe

Poznaj ludzi supersonicznych, nietuzinkowych. Żyjących z wielką pasją, odważnych. To ludzie, którzy zrealizowali małe i wielkie cele dzięki swojej ciężkiej pracy. I wciąż realizują. Nigdy nie odpuszczają. Dzięki swojej aktywności, odpowiedniej diecie, mają gigantyczny apetyt na życie.

Zbigniew Bartman

Wybitny Siatkarz

“Po pierwszym treningu siatkówki wiedziałem, że będę zawodowym sportowcem. Śmiesznie to brzmiało z ust dziesięciolatka, ale faktycznie tak było. Później droga była już tylko w jednym kierunku, z treningu na trening i tak w wieku 16 lat podpisałem swój pierwszy zawodowy kontrakt z AZS Politechniką Warszawa. “

Zobacz więcej

Jakub Mauricz

Dietetyk Sportowy

“Od kiedy pamiętam chciałem zostać lekarzem, już w gimnazjum i liceum byłem silnie zaangażowany w kółka biologiczne. Wówczas moją ogromną inspiracją był Doktor House. Ta fascynacja została mi do dziś, uważam, że jako dietetyk jestem lekarzem, który zamiast leczyć skutki chorób, dba o profilaktykę zdrowotną.”

Zobacz więcej

Izabela Czarnecka (Izzy Cat)

Pole Dancerka

“Na początku byłam sceptycznie nastawiona, pamiętam mój wieczór panieński, wtedy dziewczyny zabrały mi na Pole Dance i ten sport do mnie nie przemówił, ale Zuza zapewniła, że Pole Dance to akrobatyka powietrzna na drążku poprzecznym i postanowiłam spróbować.”

Zobacz więcej

Paweł Łozowski

Trener Personalny i Zawodnik Fitness

“Codziennie zachwycam się możliwościami i plastycznością ludzkiego ciała. Oczywiście każdy ma ograniczenia genetyczne, ale w ogromnej ilości przypadków możemy przekuć obraz, który mamy w głowie, w namacalne efekty. Treningi to praca nad naszym wyglądem, ale również tężyzną fizyczną, siłą psychiczną, samopoczuciem na co dzień, pewnością siebie”

Zobacz więcej

Ryszard Kral

Maratończyk, triathlonista, człowiek z żelaza

“Po wypadku dotarło do mnie, że moje życie może skończyć się w każdej chwili. Chcę wycisnąć z niego jak najwięcej i maksymalnie wykorzystać czas, który mi został. Chwilę później zainteresowałem się rozwojem osobistym i walką z ograniczeniami, które stają na mojej drodze”

Zobacz więcej

Zapraszamy na nasz kanał YouTube:

SUPERSONICZNI od kuchni. SUPERSONICZNI to ludzie wyjątkowi w swojej dziedzinie, pełni pasji i apetytu na życie. W naszej kuchni rozmawiamy z nimi o ich jedzeniowych przyjemnościach, kulinarnych wyzwaniach, kuchennych przygodach, dietach i gastrofazach

Adrian Milnikel

Przedsiębiorca

Tym razem naszą kuchnię odwiedził Adrian Minikel - propagator 4 godzinnego dnia pracy, współtwórca największego akceleratora startupów i ojciec roślinnej marki by.Herbs. Po godzinach zgłębia tajniki biochemii i psychologii, a wszystko po to, aby zrozumieć esencję człowieczeństwa.

Paweł Łozowicki

Kulturysta, Trener Personalny

Kulturysta, trener personalny, który może pochwalić się niejednym sukcesem. Jego naturalnym środowiskiem jest siłownia, na której prowadzi treningi personalne oraz dba o dietę swoich podopiecznych. Po godzinach kucharz amator i miłośnik długich wycieczek rowerowych.

Jakub Krupski

muzyk, wokalista, grafik

Inspirujący artysta, recydywista talent show, śmiewał m.in. Must Be The Music, The Four oraz Bitwa o Sławę, obdarzony fantastycznym głosem i niespotykaną charyzmą. Muzykuje z przerwami w dwóch zespołach: Tune oraz YU, chociaż zaczynał w Kamień, Kamień, Kamień. W naszej kuchni opowiada o diecie prawdziwego rockandrollowca, o smaku hot-dogów z najpopularniejszych stacji benzynowych, ulubionych trunkach, słabości do serów i diecie Beyoncé. Brzmi smakowicie?

Zbigniew Bartman

Wybitny Siatkarz

“Po pierwszym treningu siatkówki wiedziałem, że będę zawodowym sportowcem. Śmiesznie to brzmiało z ust dziesięciolatka, ale faktycznie tak było. Później droga była już tylko w jednym kierunku, z treningu na trening i tak w wieku 16 lat podpisałem swój pierwszy zawodowy kontrakt z AZS Politechniką Warszawa. “

Polski siatkarz z międzynarodowymi sukcesami, ambitny sportowiec i niepoprawny optymista, przed Wami Zbigniew Bartman.

Jako dziecko chciał zostać architektem. Jego marzenie narodziło się podczas tworzenia imponujących budowli z klocków lego. Jego plany zawodowe uległy zmianie w wieku 10 lat, po pierwszym treningu siatkówki. Pierwszy kontrakt podpisał w wieku 16 lat z AZS Politechnika Warszawa, później już poszło lawinowo. Kilka lat później został powołany do kadry narodowej, w 2008 roku zadebiutował podczas meczu Ligi Światowej. Ten debiut został nagrodzony Siatkarskim Plusem. W 2009 roku po zdobyciu medalu mistrzów Europy został nagrodzony “za wybitne zasługi dla rozwoju polskiego sportu”. W czasie trwającej ponad 15 lat kariery zawodowej udało mu się zdobyć 14 medali, dwie statuetki i pięć nagród indywidualnych. Pytany o to, jak wygląda świat z perspektywy podium, odpowiada “Na pewno jest to uczucie spełnienia, towarzyszy temu olbrzymia radość. Każdy sukces smakuje inaczej, ponieważ droga, którą przebyliśmy, żeby go osiągnąć bywa różna i opłacona jest wielkim poświęceniem”. 

 

 

Życie sportowca nie jest usłane różami, to długa droga okupiona ogromnym wysiłkiem i ciężką pracą. Sukcesy przeplatają się porażkami, które są bacznie obserwowane i komentowane “Każda porażka, niezależnie, kto ją obserwuje jest lekcją pokory i dodatkową motywacją do ciężkiej pracy. Bez porażek nie ma zwycięstw, warto o tym pamiętać”.

 

Co jedzą zawodowi siatkarze? O dietę Zbyszka dba Jakub Mauricz, który wyeliminował z jadłospisu gluten, cukier i złe tłuszcze oraz dodał dodał niezbędne suplementy. Dzięki temu od lat jest w świetnej formie.

 

Jaki Zbigniew Bartman jest prywatnie? Zakochany w życiu. Pytany o to skąd bierze się tak niepoprawny optymizm, mówi “Myślę, że to jest kwestia wychowania, żeby zawsze widzieć szklankę w połowie pełną, a nie pustą. Życie jest wystarczająco skomplikowane, więc nie ma sensu dodatkowo dokładać sobie zmartwień. Rzeczy, na które mam bezpośredni wpływ staram się zmienić na lepsze, a wszystkim innym nie warto się martwić”. Jego życiowa dewiza brzmi następująco “trzeba korzystać z możliwości jakie daje nam życie, nie bać się okazywać emocje, nie bać się ryzyka i przeżyć dany nam czas w sposób godny zapamiętania”.  Po ciężkim dniu odpoczywa jak zwykły śmiertelnik, czyli w gronie najbliższych, najchętniej przy Netflixie i lampce dobrego, czerwonego wina.

 

Instagram: https://www.instagram.com/zbigniew_bartman/

Jakub Mauricz

Dietetyk Sportowy

“Od kiedy pamiętam chciałem zostać lekarzem, już w gimnazjum i liceum byłem silnie zaangażowany w kółka biologiczne. Wówczas moją ogromną inspiracją był Doktor House. Ta fascynacja została mi do dziś, uważam, że jako dietetyk jestem lekarzem, który zamiast leczyć skutki chorób, dba o profilaktykę zdrowotną.”

 

Są specjaliści, których przedstawiać nie trzeba. Jednym z nich jest Jakub Mauricz, światowej klasy dietetyk-edukator, autor wielu publikacji oraz książek, który od najmłodszych lat był zafascynowany funkcjonowaniem ludzkiego organizmu. W młodości szalał za słodkimi przekąskami, na szczęście miłość do sportu trzymała jego sylwetkę w ryzach. Po szkole przesiadywał w szpitalu lub w jednym z liceów ogólnokształcących, w których odbywało się międzyszkolne koło naukowe “Młody Medyk” i chłonął wiedzę.

 

Po maturze marzył o studiach medycznych, niestety wyniki z egzaminu dojrzałości pokrzyżowały mu plany. Podczas nauki do poprawek postanowił zająć się treningiem personalnym i poza biologicznymi zagadnieniami zgłębiał tajniki pracy mięśni oraz dietetykę. Oprócz trenowania ciał, poświęcił się redagowaniem merytorycznych treści w magazynie Muscular Development.

 

“Jako nastoletek zafascynowałem się dietetyką, ale zamiast zmieniać rzeczy na własną rękę, sięgałam po literaturę naukową oraz badania. Dostęp do informacji był wówczas ograniczony, ludzie nie mieli stałego dostępu do sieci, nieskończonej ilości materiałów i tłumacza google. Po żmudnych poszukiwaniach obcojęzycznej literatury przychodził czas na wielogodzinne tłumaczenie.”

Najpierw były treningi personalne, po czterech latach praktyki w sportach siłowych zaczął na poważnie zajmować się dietetyką, doradzał swoim klientom oraz kolegom z pracy. Po uzyskaniu wykształcenia w tej dziedzinie, w 2012 roku jego kariera nabrała rozpędu. Chwilę po odejściu z siłowni, w której był trenerem personalnym, założył stronę www.mauricz.com, która po czasie przekształciła się w centrum szkoleniowe Mauricz Training Center. “Początki nie były łatwe, cała logistyka firmy spadła na moje barki. Byłem sekretarzem, managerem, szkoleniowcem, dietetykiem i trenerem. Nadmiar obowiązków zmusił mnie do zmniejszenia ilości rozpisek dietetycznych. Dwa lata później pod moje skrzydłą trafili pierwsi, zawodowi sportowcy” mówi Jakub. Start był imponujący, na liście sław, którymi się opiekował był Michał Materla, Asia Jędrzejczyk, Paweł Kiełek, Mamed Khalidov, Paula Mocior, Marcin Przyszlak oraz zawodnicy sportów zespołowych – Zbyszek Bartman, Krzysztof Ignaczak oraz wielu innych zawodników z reprezentacji Polski.

 

 

Pytany o najbardziej imponujące przemiany, mówi “Z pewnością Piotr Strus, Michał Materla, Paweł Kiełek i Zbyszek Bartman. Zbyszek miał wiele błędnych przekonań na temat zdrowej i zbilansowanej diety. Zanim trafił w moje ręce uważał, że wystarczy jeść dużo i dobrze, zero suplementacji. Z kolei Maciej Jewtuszko miał silne kulturystyczne naleciałości, w czasie masy jadł ogromne ilości kurczaka z ryżem i brokułami, które zapijał koktajlami białkowymi, natomiast przed zawodami wskakiwał na dietę 1000 kalorii, żeby jak najszybciej się wyciąć. Zanim nie zrewolucjonizowaliśmy rynku, robili tak prawie wszyscy.”

 

Nie tylko dietą człowiek żyje! Po lekturze skomplikowanych badań naukowych, Kuba z przyjemnością zasiada do literatury fantastycznej, jest zakochany w twórczości Tolkiena, Tracego Hickmana oraz Andrzeja Sapkowskiego. Kolejnym fascynującym hobby jest zamiłowanie do militariów, a w szczególności białej broni.

 

Instagram: https://www.instagram.com/jakub_mauricz/

Izabela Czarnecka (Izzy Cat)

Pole Dancerka

“Na początku byłam sceptycznie nastawiona, pamiętam mój wieczór panieński, wtedy dziewczyny zabrały mi na Pole Dance i ten sport do mnie nie przemówił, ale Zuza zapewniła, że Pole Dance to akrobatyka powietrzna na drążku poprzecznym i postanowiłam spróbować.”

Modelowo wyrzeźbione ciało, kolorowe tatuaże i zadziorne spojrzenie to jej znaki rozpoznawcze. Za fasadą niezłomnej wonder women kryje się miłość do rudych czworonogów, wrażliwość na krzywdę zwierząt, wielka pasja i ponadprzeciętna determinacja. Przedstawiamy Izabelę Czarnecką – instruktorkę pole dance, miłośniczkę akrobatyki, piercerkę, miłośniczkę kuchni roślinnej i spełnioną mamę 5 kotów.

Jako nastolatka marzyła o podróżowaniu, to zaprowadziło ją do szkoły turystycznej, którą przerwała dla kariery w warszawskim salonie tatuażu. Nie czuła mięty do rysunku, ale przez lata była doskonałą managerką oraz pircerką. W studio poznała miłość swojego życia, wyszła za mąż i stworzyła szczęśliwy dom pełen kotów, roślinnych przysmaków, ciepła i spokoju. Pierwszy kolczyk zrobiła wieku 16 lat musiała go ukrywać przed dziadkami, z którymi wówczas mieszkała. Pierwsza dziara pojawiła się na boku, była to tęcza, która wyszła spod ręki fantastycznej artystki Pink Madżilla. Iza miała wtedy 18 lat i z marszu zapała miłością do pokolorowanych ciał. Przez lata pracowała w studiu, tatuowała się u wielu wspaniałych tatuatorów, jeździła na konwencje tatuażu. W międzyczasie fascynacja modą tknęła ją do podjęcia nauki projektowania ubioru oraz kostiumografii.

 

Pole dance? Trochę przypadek, a trochę przeznaczenie! Iza zawsze starała się być aktywna, ale nigdy nie była wierna konkretnej dyscyplinie. Zawsze podobała jej się akrobatyka, to zaprowadziło ją do Zuzy Kijowskiej. Zaczęło się od absolutnych podstaw – stanie na głowie, stanie na przedramionach, nauka napięcia ciała, wzmacnianie.  Pewnego dnia Zuza zaproponowała zajęcia z Pole Dance. “Na początku byłam sceptycznie nastawiona, pamiętam mój wieczór panieński, wtedy dziewczyny zabrały mi na Pole Dance i ten sport do mnie nie przemówił, ale Zuza zapewniła, że Pole Dance to akrobatyka powietrzna na drążku poprzecznym i postanowiłam spróbować.” Po 8 miesiącach wylądowała na zawodach, jej celem było uniknięcie ostatniego miejsca, a wylądowała na podium i zdobyła tytuł Mistrza Polski IPSF w kategori amatorki.  Później już poszło lawinowo, Iza z mężem sprzedali dom poza Warszawą i postanowili wrócić do stolicy aby móc w 100% oddać się swoim pasjom. Dzięki swojej ciężkiej pracy i determinacji została instruktorką Pole Dance w swojej wymarzonej szkole Pole and More założonej przez jej trenerkę Zuzę. Kiedy nie jest na sali i nie trenuje przekuwa ciała.

 

Kolejna wielka pasja? Zwierzęta i dieta roślinna. Iza jest szczęśliwą mamą aż 5 kotów, w tym rudych trojaczków. “Wszystkie zwierzaki to znajdy, podobno na świecie tylko 30% kotów jest ruda, idę o zakład, że wszystkie trafiają do nas” mówi rozbawiona Iza. W czasie pracy w studio tatuażu poznała wiele osób na diecie wegetariańskiej i wegańskiej, to skłoniło ją do zmiany własnych nawyków żywieniowych. “Na początku postanowiłam zrezygnować z kupowania mięsa złej jakości, później znalazłam dobre źródło dziczyzny, a na końcu zrezygnowałam ze wszystkich produktów odzwierzęcych”. Pytania o motywacje do zmiany mówi “Uważam, że życie żadnego zwierzęcia nie jest warte zaspokojenia ludzkich zachcianek”. Iza je zdrowe i zbilansowane posiłki, unika glutenu i dba o odpowiednią podaż białka, jest fanką pikantnej kuchni i nie boi się aromatycznych przypraw. Dieta roślinna wspiera jej regenerację po treningu i z pewnością poprawia samopoczucie.

 

Instagram: https://www.instagram.com/izzy__cat/

Paweł Łozowski

Trener Personalny i Zawodnik Fitness

“Codziennie zachwycam się możliwościami i plastycznością ludzkiego ciała. Oczywiście każdy ma ograniczenia genetyczne, ale w ogromnej ilości przypadków możemy przekuć obraz, który mamy w głowie, w namacalne efekty. Treningi to praca nad naszym wyglądem, ale również tężyzną fizyczną, siłą psychiczną, samopoczuciem na co dzień, pewnością siebie”.

 

Kulturystyka nie była pierwszym wyborem, Paweł zaczynał na boisku do piłki nożnej. Przygoda z tym sportem została przerwana przez kontuzję kolana, kolejny w kolejce był tenis. “Pokochałem to, kort stał się moim drugim domem, robiłem progres znacznie szybciej niż koledzy z grupy. Udało mi się wziąć udział w kilku amatorskich zawodach. Przez chwilę zamarzyłem o karierze zawodowego sportowca, jednak jest to zbyt kosztowny sport.”

 

W liceum przyszedł czas na zmianę, “Po raz pierwszy na siłownię trafiłem w wieku 16 lat. Nie miałem zawodowych aspiracji. Przez większość życia byłem przeraźliwie szczupłym dzieckiem, ćwiczenia na siłowni miały mi pomóc w zbudowaniu wymarzonej sylwetki. Kilka tygodni pracy z żelastwem wystarczyło, abym wkręcił się na dobre. Nie chciałem współpracować z trenerem personalnym, nie lubię oddawać kontroli nad swoim progresem innym ludziom. Zacząłem się intensywnie kształcić, czytać i progresować na własną rękę”.

 

Pierwsze kroki na siłowni bywają trudne. Paweł nie czuł presji ani stresu, robił slalomy wokół sprzętu, jak zaciekawiony turysta, wszystko było nowe i ekscytujące. Początki nie było kolorowe, na szczęście stali bywalcy siłowni z przyjemnością dzielili się wiedzą, to pozwoliło mu ruszyć z miejsca. Resztę wypracował dzięki poszerzaniu swoich sportowych horyzontów, korzystając z wielu źródeł merytorycznych. Po kilku miesiącach zauważył pierwsze postępy, najbardziej cieszył go progres siłowy, które napędzały go do dalszej pracy.

 

Na pytanie, co kręci go w tym sporcie, mówi “Codziennie zachwycam się możliwościami i plastycznością ludzkiego ciała. Oczywiście każdy ma ograniczenia genetyczne, ale w ogromnej ilości przypadków możemy przekuć obraz, który mamy w głowie, w namacalne efekty. Treningi to praca nad naszym wyglądem, ale również tężyzną fizyczną, siłą psychiczną, samopoczuciem na co dzień, pewnością siebie”.

 

Pierwsze zawody pojawiły się na horyzoncie po kilku latach regularnych treningów “To były Ogólnopolskie Debiuty Kulturystyczne. Nie planowałem długiej kariery w świecie kulturystyki, to miał być jeden strzał. Chciałem spełnić swoje marzenie, stanąć na podium i na zawsze pożegnać się z tym sportem. Wiele osób zniechęcało mnie do kulturystyki, podobno moja sylwetka się do tego nie nadawałą, mimio wszystko postanowiłem wystartować. I udało się, ze sceny zszedłem ze złotym medalem i  tak zaczęła się moją przygoda ze sportami sylwetkowymi.” Po tych zawodach przyszedł czas na kolejne dziesięć i tylko dwa razy z powodów zdrowotnych wylądował poza podium.

 

Odpowiedni trening to jedynie część sukcesu, w drodze na szczyt również przydaje się dystans i luz “Moje ulubione zawody odbyły się w Czechach. Trwały dwa dni, po pierwszym dniu czołowi zawodnicy zapraszani są na bankiet. Pierwszego dnia zająłem czwarte miejsce w ogólnym podsumowaniu i trzecie w swojej kategori, na bankiet poszedłem aby odpocząć, zjeść coś pysznego, napić dobrego, czeskiego piwa. Z resztą była ku temu okazja, tego dnia miałem urodziny. Kolejnego dnia stawiłem się na zawodach na luzie, ku mojemu zdziwieniu zająłem pierwsze miejsce w swojej kategorii i pierwsze miejsce w ogólnej klasyfikacji”.

 

Nie tylko zawodami człowiek żyje, kolejną wielką pasją Pawła jest kolarstwo. Na początku zainwestował w rower ze średniej półki, w planie miał nabicie dodatkowej aktywności fizycznej. Po kilku tygodniach średnio półkowy jednoślad przestał mu wystarczać, dystans 5-15 km dziennie, zmienił się w 30-80 km dziennie. Po miesiącu na liczniku zobaczył 1200 km.

Tężyzna fizyczna jest ważna, ale nie najważniejsza. Kluczem do pełnego zdrowia jest balans i spokojna głowa. “Najbardziej cenię sobie pracę z amatorami, którzy nie aspirują do zabawy w zawodowstwo. Uwielbiam patrzeć na progres moich podopiecznych, których celem jest zdrowie i nieco lepsza sylwetka, pod moim okiem zmieniają się fizycznie i psychicznie”, mówi. Paweł nie jest zwolennikiem życia z wagą w dłoni, mierzenia, ważenia i odmawiania sobie ulubionych przekąsek. Jego dieta jest intuicyjna, je to na co ma ochotę, oczywiście zazwyczaj w wersji zdrowej, poza weekendami, w które dla zachowania równowagi lubi sobie pofolgować. W środowisku fitness jest znany z wprowadzenia kebabów w wersji fit, koledzy po fachu nazywają go Królem Kebabów.

 

Niechętnie odpowiada na pytanie o życiowe motto “Wiesz, że to brzmi banalnie? Ale dobrze, podzielę się nim. Lubię o sobie mówić, że jestem dream chaser. W życiu miałem wiele pomysłów, nie wszystkie były mądre, nie ze wszystkiego jestem dumny, ale za każdym razem dzielnie dążyłem do ich realizacji. Mam milion pomysłów na minutę, lubię ryzyko, a strach chowam do kieszeni. Każdemu życzę podobnego uporu. Próbujcie, jeśli z 10 pomysł, uda Wam się zrealizować chociaż jeden to i tak lepiej niż zero.”

Instagram https://www.instagram.com/lozinii/

Ryszard Kral

Maratończyk, triathlonista, człowiek z żelaza

Ryszard Kral to człowiek z niebywałym apetytem na życie, miłośnik sportów ekstremalnych, maratończyk i triathlonista. Zawodowo zajmuje się coachingiem, wraz ze swoimi podopiecznymi wyznacza cele i pomaga w ich realizacji. Pomimo braku doświadczenia przebiegł maraton, ukończył Ironmana z ręką w gipsie, wraz ze swoim przyjacielem otworzył firmę elektryczną i zatrudnił ponad 20 osób, a to wszystko zaczęło się od artykułu w magazynie dla mężczyzn.

 

Podobno był nieśmiałym i zakompleksionym dzieciakiem z kilkoma nadprogramowymi kilogramami. Wiary w swoje możliwości, ponadprzeciętnej ciekawości świata i ryzyka nauczyli go rodzice, którzy od jego najmłodszych lat zachęcali go do próbowania nowych rzeczy. Na pierwszy ogień poszła koszykówka, chwilę później karate, a następnie judo, które zostało z Ryszardem na dłużej. W szkole średniej postanowił spróbować swoich sił w tańcu ludowym. “Moja sylwetka i nastawienie nie napawały naszego instruktora optymizmem. Podszedłem do tego na poważnie i nakłoniłem go do zmiany zdania. Po dwóch latach zrezygnowałem z judo na rzecz tańca.”

 

Na pytanie o punktach zwrotnych w życiu, Ryszard odpowiada bez wahania “Wypadek, w którym złamane drzewo spadło na samochód, którym kierowałem. Największy szok przeżyłem w szpitalu, lekarka powiedziała, że z takich wypadków nie wychodzi się żywym i pogratulowała mi nowych narodzin.” Od tego wydarzenia dużo odważniej patrzy w przyszłość. “Po wypadku dotarło do mnie, że moje życie może skończyć się w każdej chwili. Chcę wycisnąć z niego jak najwięcej i maksymalnie wykorzystać czas, który mi został. Chwilę później zainteresowałem się rozwojem osobistym i walką z ograniczeniami, które stają na mojej drodze”.

 

Nie wszystkie piękne przygody zaczynają się od skrajnych doświadczeń, niektóre biorą się z nudy. “Kolejny nudny dzień w pracy, z desperacji zamiast oglądać zacząłem czytać Playboya, w którym znalazłem wywiad z człowiekiem, który chwalił się ukończeniem maratonu. Pomyślałem, że każdy głupi potrafi przebiec maraton. Wówczas ważyłem ok. 100 kg, a moja aktywność ograniczała się do spacerów do auta i z powrotem. Znalazłem plan treningów w sieci i zacząłem go realizować”. Początki nie należały do najłatwiejszych, pierwszy trening był koszmarny, zgodnie z planem Ryszard miał do przebiegnięcia 1 i pół kilometra. Założył szeleszczący dres, stare sportowe buty i przystąpił do biegu, niestety dystans okazał się za długi i ostatnie metry pokonał spacerem. Pomimo regularnych treningów maraton był ogromnym sprawdzianem silnej woli. Po ponad 33 kilometrach ciało naszego bohatera odmówiło posłuszeństwa, skurcze były tak silne, że miał poważne problemy z chodzeniem, bieg nie wchodził w grę. Z odsieczą przybył inny maratończyk, starszy Pan, który podniósł go na duchu i dodał otuchy w drodze do mety. Kolejna przeszkoda pojawiła się zaledwie 300 metrów przed końcem, skurcze były silne, a ból niemal nie do wytrzymania. Wówczas pomogły słowa jednego z kibiców “Biegnij, jutro będziesz się z tego śmiał.”

 

Po maratonie przyszedł czas na Ironman, dlaczego? “Od dziecka uwielbiałam Iron Mana jako postać z kreskówki Marvela. Myśl, że mógłbym zostać nazwany Człowiekiem z Żelaza była dla mnie ogromną motywacją.” Niedługo po przebiegnięciu maratonu, rozpoczęły się przygotowania do Ironmana, czyli triathlonu, podczas którego na uczestników czeka 3,8 km w wodzie, 180 km na rowerze i 195 km biegu. “Przygotowania były żmudne i czasochłonne, ale wszystko jest kwestią organizacji. Wstawałem o 5 rano i trenowałem. Gdy brakowało mi czasu to 20 km drogi z domu do pracy pokonywałem na rowerze, wracałem biegając, następnego dnia biegłem do pracy, a wracałem rowerem. Miesiąc przed Ironmanem podczas skoku ze spadochronem złamałem rękę. Lekarze nie pozwolili mi wystartować. Nie mogłem znieść myśli, że ktoś obcy zadecydował za mnie”. Ryszard się nie poddał, w jego salonie wylądował rowerek, na którym codziennie trenował, okazało się, że złamana ręka nie jest przeszkodą. Po kilku dniach postanowił skonsultować się z innym lekarzem, który wymienił tradycyjny gips na krótszy, wodotporny, zrobiony z plastiku. Ryszard stanął na starcie i pomimo kontuzji ukończył triathlon.

 

Lata wygrywania z własnymi słabościami i sportowe sukcesy zmotywowały go do rezygnacji z pracy na etacie i otworzenia własnego biznesu, a nawet trzech. Ryszard od niedawna zajmuje się coachingiem oraz szkoleniami. Otworzył również swoje wydawnictwo, które szykuje się do pierwszej premiery innowacyjnego planera o tytule “Celownik”. Korzystając ze swojego mentorskiego talentu wraz z przyjacielem założył firmę elektryczną. Po pół roku wspólnej pracy podpisali kontrakt na pół miliona i dali miejsce pracy ponad 20 osobom.

 

Instagram: https://www.instagram.com/rys_dziabateam/

Produkt został dodany do koszyka

Sprawdź nasze inne produkty lub przejdź do koszyka.